piątek, 23 kwietnia 2021
Strona głównaAktualnościDEKLARACJA DOSTĘPNOŚCIBIPKontakt


BĘBNIENIE WIELKANOCNE - NAUKOWO
Wpisany przez Wiktor Janusz   
poniedziałek, 29 marca 2021 14:25
BĘBNIENIE WIELKANOCNE - NAUKOWO .

Tradycyjny zwyczaj bębnienia praktykowany współcześnie w Przeworsku w Wielki Czwartek i Wielki Piątek odnosi się do narracji podania historycznego towarzyszącego zwyczajowi. Z kolei  interpretacja etnograficzna zwyczaju, wiąże go z czynieniem hałasu apotropeicznego (tzn. odstraszającego złe moce) w okresie obrzędu przejścia oraz z wyróżnikiem dźwiękowym w momencie rozpoczęcia nowego czasu. Zachowane w pamięci zbiorowej przeworszczan podania zakwalifikowane zostały do gatunku podań historycznych związanych z budowlami (tu: kopcem tatarskim, klasztorem bernardynów, murami obronnymi), a zarazem jako  podanie ajtiologiczne tj. wyjaśniające przyczynę powstania faktów życia społeczno-obyczajowego, a więc zwyczaju bębnienia. W  Archiwum Materiałów Terenowych w Muzeum Etnograficznym im. Franciszka Kotuli w Rzeszowie zachowały się inne, mało znane warianty podania, spisane w 1948 r., a więc na podstawie przekazów ustnych, przez uczniów ówczesnej  Państwowej Szkoły Stopnia Licealnego w Przeworsku. Warto je przytoczyć.

 

Danuta Lüftnerówna - Spotkanie dwóch braci

„Niniejsze podanie dotyczy niewielkiego lecz powiatowego miasta Przeworska, leżącego w województwie rzeszowskim. Jest to opowiadanie legendarne, ogólnie znane, związane z najazdem Tatarów na Polskę, powtarzane z ust do ust przez wiele pokoleń. Jest późny wieczór jesienny. W małej, ponurej izbie babunia staruszka opowiada stare dzieje, zaś obok niej, skupiona, zasłuchana garstka wnuków. Na kominku wesoło trzeszczy ogień, ciepło, półmrok, panuje przyjemny nastrój. A tam na dworze szaruga jesienna, jeden z tych dni jesiennych, szarych podobnych do siebie, jak szare paciorki różańca. Deszcz strugami siecze po szybach miarowo, sennie, a wiatr dobierające akordy, huczy, wyje. A babunia opowiada… opowiada…Jest wiek XIII. Koczownicze hordy mongolskie Tatarów, które dotąd pozostawały pod wodzą chanów, zamieszkując początkowo stepy azjatyckie i żyjąc z rabunku, zostały zjednoczone i zorganizowane w początkach XIII wieku przez dzielnego wodza Temudżyna, zwanego Dżyngischanem, czyli „chanem nad chanami”, i pod jego wodzą uderzyły na Ruś i Węgry. Wtedy to bezpośrednie niebezpieczeństwo najazdu zawisło nad ziemiami polskimi. Oddział Tatarów szedł przez Lublin, Sandomierz, Kraków na Śląsk. Najbardziej zniszczyli południową część Małopolski, leżącą na szlaku ich pochodu. I tak niepodziewanie na kilka dni przed świętem „Zmartwychwstania Pańskiego” natarli na Przeworsk. Nic nie wiedząca ludność spokojnie kończyła prace przedświąteczne, gdy wtem… cóż to? coś huczy, bębni. To mały dobosz bębni, nawołując ludzi do obrony. Straszna wieść gruchnęła lotem błyskawicy, Tatarzy, Tatarzy… Wrzask, krzyk rozlega się dookoła, panika ogarnia ludzi, lęk czai się w każdych oczach. Zwabiony krzykiem, przeor OO. Bernardynów wychodzi z świętą monstrancją błogosławiąc lud do walki. Wyszedł i stanął jak wryty, w jednej sekundzie znieruchomiał, jak żona Lota zamieniona w słup soli, czyżby śnił? Naprzeciw niego stoi wódz tatarski, jeden z dzielnych wodzów Dżyngischana, przeor patrzy i nic nie rozumie, przed oczyma jego przesuwają się dawne wspomnienia, dzieciństwo i ta tragedia, z nim związana. Pamięta, jak będąc dzieckiem, bawił się często z młodszym, tak bardzo kochanym bratem i jak później wstrząsnęła nim wiadomość o jego porwaniu przez Tatarów. Od tego czasu minęło wiele lat, modlił się za nim jak za umarłym, a oto teraz on stoi, żywy, cały, jako groźny chan tatarski. Fala gorącej radości zalała serce księdza, gdy się opamiętał, znalazł się w objęciach brata. Porozumieli się ze sobą i ten srogi chan, mający zamiar zrównać ze ziemią tę mieścinę, ku zdumieniu swych żołnierzy nakazał odwrót.
Babunia kończy opowiadać, wpatrują się w nią dzieci, a na ich twarzach malują się kolejno wrażenia. Gdy głośniej wiatr targnął drzwiami, wszystkie głowy, jak na komendę odwracają się, na młodocianych licach maluje się przerażenie, jakieś napięcie, oczekiwanie, czyżby to Tatarzy? Tak, to na pewno oni, już wtargnęli na podwórko. O, i już słychać jak bębni dobosz, zwiastując natarcie, usta wpółotwarte, niezdolne wymówić słowa, oczy wpatrzone w drzwi, lecz nie, to wiatr tłucze się i szumi. Z tej ekstazy czaru wywołanej słowami, wyrywa ich głos babuni. I na tę pamiątkę, w miejscu skąd zawrócili Tatarzy, usypano kopiec zwany tatarskim, i co roku w Wielki Czwartek i Piątek, bębni ktoś na rynku przypominając ludziom prastare dzieje.”

Andrzej Hanusz - Legenda o ulicy Tatarskiej

„Od najdawniejszych czasów Polska była w ciągłych wojnach z najbliższymi sąsiadami. Na wschodnie rubieże Polski napadali jednak i dalsi mieszkańcy wschodniej Europy. Do tych należeli Turcy i Tatarzy. Oni to właśnie w XVII wieku napadli na Przeworsk, który wówczas był tylko małym gródkiem warownym, jednak stanowił ważny punkt przejściowy na szlaku ze wschodu na zachód. W Wielki Czwartek kiedy mieszkańcy gródka byli zaabsorbowani zbliżającymi się świętami Wielkiej Nocy i przejęci doniosłością dnia, Tatarzy postanowili zdobyć Przeworsk. Chcą jednak zapewnić sobie zupełne zwycięstwo chcieli podejść pod same mury i wtedy dopiero całą siłą zdobyć miasto. Tymczasem plany ich pokrzyżował członek cechu kominiarzy, który wówczas był na murach. Dojrzawszy skradających się Tatarów skoczył zaalarmować mieszkańców grodu, nie mógł jednak dzwonić w dzwony gdyż był Wielki Czwartek. Wpadł więc na pomysł, by zaalarmować ludność biciem w bęben. Pomysł okazał się skuteczny. Po pewnym czasie wszyscy mieszczanie byli gotowi do bitwy. Wściekłość i oburzenie na Tatarów, którzy odważyli się naruszyć dzień tak doniosły  jak Wielki Czwartek, dodawała im sił. Wyszedłszy więc na mury, poczęli strzelać, rzucać kamienie i lać gorącą smołę. Tatarzy nieprzygotowani na taki kontratak ze strony oblężonych poczęli się cofać. Widząc to mieszczanie wypadli za miasto i poczęli siec napastników. Tatarzy uciekając w popłochu zasiali całą drogę trupami. Szlak ten później został nazwany ulicą Tatarską. Mieszczanie po odparciu napaści wrócili do miasta i poszli do kościoła dziękować Bogu za odniesione zwycięstwo nad poganami. W parę dni później aby uwiecznić jakoś odniesione zwycięstwo, w miejscu gdzie najwięcej padło Tatarów usypano kopiec i postawiono na nim kapliczkę. Od tego czasu na pamiątkę odparcia Tatarów każdego roku w Wielki Czwartek, mistrz kominiarski począwszy od kopca obchodzi całe miasto wokoło z bębnem przypominając ludziom ten pamiętny Wielki Czwartek z roku 1634. Zwyczaj ten przetrwał aż do dnia dzisiejszego.”

Kazimierz Duliban - Legenda o złotej monstrancji

„Obok Przeworska od strony wschodniej znajduje się kopiec, z którym jest związane następujące podanie. Tatarzy w jednym ze swoich wypadów, jakie czynili na ziemie polskie, niszcząc i paląc miasta i wsie, a ludzi zabierając w jasyr, podeszli pod Przeworsk i chcieli rabować kościół Ojców Bernardynów. Jak mówi podanie miało to być w wieku XV i XVI. Mieszkańcy miasta Przeworska ukryli się za mury klasztoru i postanowili raczej bronić się do ostatniej kropli krwi, aniżeli oddać się dobrowolnie w ręce Tatarów. Po dość długiej obronie, kiedy położenie strategicznie obywateli Przeworska, jak i  klasztoru stawało się coraz trudniejsze postanowiono stoczyć rozstrzygającą bitwę. Wówczas stał się jak gdyby cud, bo mimo przeważającej siły nieprzyjaciela mieszkańcy Przeworska odnieśli zwycięstwo. Dowódca tatarski wzruszony tym zdarzeniem postanowił naprawić krzywdy, jakie Tatarzy uczynili klasztorowi w czasie oblężenia. Kazał więc ulać złotą monstrancję, tak dużą, że miało ją nieść czterech ludzi i ofiarował ją klasztorowi. Zakonnicy mieli ją ukryć w murze klasztornym, ponieważ obawiali się aby nie dostała się w ręce obce. Na pamiątkę tego zwycięstwa usypano kopiec, na którym później wzniesiono figurę, która istnieje do dziś. By upamiętnić to wydarzenie, jedną z ulic wschodniej części Przeworska nazwano ulicą Tatarską.”

Zbigniew Laska - Podanie o kopcu tatarskim usypanym czapkami

„Przeworsk jest to bardzo stare osiedle, o czym świadczą szczątki murów obronnych oraz wiele innych szczegółów. Ludność zajmowała się handlem, rzemiosłem i rolnictwem. Podczas napadów tatarskich nie minęło to nieszczęście także i Przeworska. Kiedy Tatarzy wkroczyli w obręb miasta, wówczas chan wdał się w rozmowę z przeorem klasztoru, który był jego znajomym. Przeor prosił chana, aby uwolnił miasto od Tatarów i podał mu projekt w jaki sposób. Chan miał zgromadzić swe wojsko w obozie po wschodniej stronie miasta, a ludność miała się zebrać na procesję i podczas obchodu bębnić. On zaś miał powiedzieć swemu wojsku, iż musiała przybyć pomoc wojskowa ludności tubylczej, więc muszą się wycofać. I tak się stało, kiedy procesja wyszła w Wielki Czwartek z monstrancją, zaczęto bębnić. Tatarzy poczęli uciekać i niedaleko pod miastem mieli się zapaść, a ludność zebrała resztki broni i pozostałość po Tatarach złożyła na miejsce zapadnięcia i usypała kopiec czapkami, a na nim pomnik z wizerunkiem Chrystusa, a ponieważ procesja ta odbywała się w Wielki Czwartek i częściowym powodem wyzwolenia było bębnienie, więc przeszło do tradycji i w Wielki Czwartek bębnista bębni po ulicach.”

Aleksandra Preyer – Zbawiciel z kopca tatarskiego

„Moim rodzinnym miastem jest Sokal nad Bugiem, ale ponieważ nie pamiętam żadnego podania z nim związanego, postanowiłam napisać legendę dotyczącą Przeworska, w którym mieszkam obecnie. Podanie to jest powszechnie znane, a tłumaczy istnienie kopca zwanego tatarskim na polach za miastem. Po raz drugi Tatarzy w czasie najazdu na Polsce zagrozili Przeworsku, który był wówczas małym miastem, otoczonym grubym murem obronnym. Centrum miasteczka stanowił klasztor OO. Bernardynów. U stóp grodu znajdowała się wieś Budy Przeworskie. Na wieść o zbliżaniu się Tatarów ludność z Bud schroniła się do korytarza podziemnego, który zaczynał się tam gdzie obecnie jest park, a kończył się pod klasztorem (przekop ten istniej do dziś, w czasie ostatniej wojny był wykorzystywany na schron) i poczęła modlić się żarliwie do Boga, bo tylko od niego mogła oczekiwać pomocy. Nie myślano się bronić, bo zresztą nie było komu. Gdy wojska tatarskie znajdowały się pod miastem, gwardian klasztoru dowiedział się kto jest ich dowódcą. Okazało się, że to jego dobry znajomy. Nie zwlekając wziął ksiądz monstrancję i w otoczeniu kleru i zgromadzonych w klasztorze ludzi, wyszedł za mury i skierował swe kroki tam, gdzie spodziewał się znaleźć dowódcę. Gdy przyszedł na miejsce i zobaczył owego znajomego Tatara począł błagać go gorącymi słowami, aby zaniechał napadu  na miasto. Tatar uległ prośbie księdza i rozkazał odwrót, co jednakże z niechęcią uczynili żołnierze. W miejscu na którym ksiądz błagał Tatara o odwrót stanął kopiec usypany rękoma obywateli Przeworska. Na szczycie kopca tatarskiego stoi kapliczka, a w niej figurka Zbawiciela. Starzy ludzie powiadają, że dotąd Przeworsk będzie wolnym od wszelkich napaści i oblężeń nieprzyjaciół, dokąd ta figurka będzie niezniszczoną. Monstrancję zaś którą niósł ksiądz na pamiątkę tak cudownego ocalenia zamurowano w murze. Monstrancji tej nie znaleziono pomimo licznych poszukiwań ze strony obywateli miasta Przeworska.”

Co ciekawe, analogiczne zwyczaje bębnienia w okresie przejścia, tj. na granicy Wielkiego Postu i Wielkanocy, praktykowane są współcześnie np. w miejscowościach: Iłża, Iwaniska, Janowiec nad Wisłą, Wielopole Skrzyńskie w Polsce oraz w miasteczku Calanda w Hiszpanii.

(Więcej na temat zwyczaju bębnienia w artykule K. Ignas, Pamiątka „dobrej sławy” przeworszczan i wyganianie diabła. Tradycyjne wielkotygodniowe bębnienie w Przeworsku, opublikowanym w III tomie „Przeworskich Studiów Regionalnych”, wyd. Przeworsk 2017.)

 

 

Strona głównaAktualnościDEKLARACJA DOSTĘPNOŚCIBIPKontakt